Spostrzeżenia psychologiczne podczas zasypiania cz. 21

Poprzedni wpis z tej serii http://www.szczesny.com.pl/spostrzezenia-psychologiczne-zasypiania-cz-20/

Odnośnie do naszego przykładu, każdy łatwo się przekona, że możemy sobie przypomnieć liczenie 11-stu, 12 -stu – 15-stu, łącząc je w jedną całość duchową, przy pomocy śladów, jakie pozostawiły w umyśle. Wówczas te liczby nie będą tak jasne jako szczegóły 11, 12 . . 15, ale będą dość jasno jako całość (11, 12 . . 15) i wtedy całość ta jako nie wymagająca powtarzania asocjacji sąsiednich przy każdej liczbie:

.. 10) 11 (12 ..

.. 11) 12 (13 ..

.. 12) 13 (14 .. itd.

zajmie nam nierównie mniej czasu. Szereg bowiem (11, 12 . . 15) wzięty jako całość, objaśnia się samym zestawieniem, tymczasem 11, osobno wzięte, ażeby być świadomym, potrzebuje uprzytomnienia asocjacji sąsiednich 10 i 12, 12 potrzebuje 11 i 13 itd. Da się to wyrazić inaczej w następujący sposób: każdy akt świadomości, czyli każdy jej moment potrzebuje pewnej liczby różnic czyli stosunków wyobrażalnych: nazwijmy ją „n”. Ale ta liczba różnic może wyobrażać szczegóły drobiazgowe jednego wyobrażenia, albo też szczegóły typowe tylko bardzo wielu wyobrażeń, a w obu razach czas dla ich  świadomości potrzebny będzie jednakowym. Tak np. gdy przeczytam wyraz „litera,” to zrozumiem go tak dobrze i tak prędko jak wyraz: „alfabet”, a tymczasem pierwszy wyobraża tylko jeden znaczek, podczas gdy drugi przedstawia cały ich szereg. Lecz ponieważ liczba cech zasadniczych (n) alfabetu w świadomości uprzytomnionych, nie potrzebuje być większą od liczby zasadniczych cech litery, więc wyobrażenie alfabetu, które jest streszczeniem szeregu wyobrażeń wszystkich liter, zajmie mi tylko tyle czasu, co i samo wyobrażenie litery, a nawet nie więcej od wyobrażenia szczegółowego jednej litery a lub b.

Łatwo już teraz zauważyć, iż takie streszczanie jest uogólnianiem, jest wnoszeniem ze szczegółów o ogóle że zaś takie wnoszenie nazywamy indukcją, więc nasze streszczone przypomnienia są także podstawy; wszelkiej indukcji. Dodajmy wreszcie, że ponieważ tak zwana obserwacja wewnętrzna wymaga zarówno przytomności umysłu, jak i uogólniania indukcyjnego faktów psychologicznych, że więc i ona ma za podstawę władzę streszczania w przypomnieniu.

Jeżeli wszystkie powyższe doświadczenia i sprawdzenia odbywają się w normalnych warunkach, tj. bez jakiegoś wyjątkowego rozbudzenia myśli i fantazji, to mają ono za skutek: większą niż przedtem nieruchomość ciała, i znużenie umysłu jednostronną abstrakcyjną pracą. To też ze wszystkich psychologicznych sposobów przyśpieszania snu, jakkolwiek sposoby te w ogóle słabymi są tylko środkami, uważam za najlepszy: świadome liczenie oddechów. Każde czytanie np. dostarczy zawsze więcej pobudek do czujności, aniżeli taka praca wewnętrzna, monotonna, utrzymywana i regulowana samą koniecznością oddechu, a przy tym nie wymagająca pomocy żadnego ze zmysłów zewnętrznych. Same zaś uwagi, jakie się przy takim postępowaniu nasuwają, zbyt są abstrakcyjne, ażeby mogły rozbudzać fantazją, a tern samem i sen opóźniać. To też najczęściej po przeliczeniu kilkuset oddechów, tj. po upływie kilku lub kilkunastu minut, następuje zaśnięcie; co przy lekkim nawet rozbudzeniu umysłu wrażeniami lub dotykalniejszą pracą umysłową, byłoby niemożliwym, gdybyśmy puścili wodze fantazji i nie zaprzęgli jej do suchej pracy liczenia oddechów. Mogłoby się komu wydawać, że ponieważ takie przetrzymywanie fantazji, wymaga pewnego wysilenia woli, że więc wysilenie to powinno raczej rozbudzać, aniżeli usypiać. Tak jednak nie jest. Najprzód bowiem wysilenie jest zaledwie w pierwszej chwili, podczas gdy następnie sama wprawa, jaką posiadamy w liczeniu i monotonny udział oddechów, zupełnie machinalnie przeciągają dalej liczenie, na mocy rozpędu umysłowego. Żadna zaś monotonność wrażeń nie jest odpowiedniejszą od tego rodzaju skupienia się w abstrakcji. A winieniem wreszcie zauważyć, że nawet ten stopień wysilenia woli, gdy się jednostajnie od chwili do chwili powtarza, bynajmniej nie rozbudza – raczej nuży tylko. Tak np. długi czas używałem w celu przyśpieszenia zaśnięcia innego sposobu, również czysto psychologicznego. Przekonałem się, że w całym periodzie zasypiania, środkową niejako granicą pomiędzy zupełną świadomością a zupełną bez wiedzą, jest ta chwila, w której myślenie wyrazowe staje się obrazowym.

W stanie zupełnego czuwania myślimy przeważnie wyrazami, już dlatego, że częściej myśl potrzebuje wyrazić się głośnym słowem, już też dlatego, że wrażenia zewnętrzne, tłumią halucynacyjność wyobrażeń, która stanowi właśnie myślenie obrazowe w marzeniu sennym. Otóż, jeżeli przed zaśnięciem uczujemy w myślach rosnącą przewagę obrazów nad wyrazami, to możemy być pewni, że jesteśmy bliżsi bez wiedzy, aniżeli pełnej świadomości. I wtedy starałem się jeszcze przyśpieszyć sen następującym doświadczeniem: monotonność wrażeń chciałem koniecznie zastąpić monotonnością wyobrażeń i pierwszy obraz, jaki mi się w chwili owego przejścia nawinął, zatrzymywałem silą woli. Cóż się okazało? Oto to, że takie wysilenie nie rozbudza lecz tylko nuży, a przy tym, że jest niepodobieństwem utrzymać ściśle ten sam obraz, choćby przez chwilę bez zmiany. Wyobrażam sobie np. trójkąt i postanawiam zatrzymać go gwałtem. Patrzę w niego jak w tęczę, nie puszczam innych wyobrażeń, a tymczasem mimo wszelkich wysiłków woli, z trójkąta robi się najprzód oko opatrzności, potem komórka Dajtersa, potem piramida Cheopsa, potem głowa cukru, potem sosna zasypana śniegiem, wreszcie Napoleon I-szy w trójgraniastym kapeluszu. Jeżeli jednak proces ten potrwa nieco dłużej, przy ciągłym nacisku woli, to stopniowo uczujemy obcość własnego ciała i choćby raz wyobrazimy siebie w innej pozycji, aniżeli ta, jaką zajmujemy, a wtedy potrzeba już tylko nie poruszyć się i nie spłoszyć fantasmagorii, aby wpaść w objęcia Morfeusza.